To było tak. Poszłam sobie do księgarni tylko popatrzeć… No dobra, wszyscy wiemy, że tak zaczyna się większość historii z dreszczykiem. 

Nigdy bowiem nie wiadomo, czy uda się kupione książki donieść do domu za jednym zamachem.

Czy w ogóle się do domu wróci na czas, czy tylko siądzie, przysiądzie, przycupnie niemal półgębkiem, na krawężniku, żeby zerknąć na pierwszy rozdział, a tutaj przyjeżdża patrol Straży Miejskiej i ewakuuje nas do przytuliska. A my przecież tylko czytamy tu książkę. Od dwóch dni. 

Wyprawy do księgarń to niebezpieczny biznes. Potrzeba naprawdę wiele samokontroli, żeby wyjść stamtąd zachowawszy nie tyle godność, ile wystarczającą ilość pieniędzy, żeby przeżyć resztę miesiąca. Marzenia bowiem nieco trudno jest się wyżywić, ale bywają i historie z sukcesem w tle. 

Ponieważ mieszkam za granicą, kiedy dopadam księgarnię w Polsce, ryję tam jak dzik w kukurydzy.

I chociaż obiecuję sobie, że tym razem ten kompuls skończy się inaczej i nie kupię kolejnych pięciu książek psychologicznych – bywa, że ponoszę sromotną klęskę. 

Pośród kilometrów psychologicznych i popularnonaukowych książek, które przeczytałam i zgromadziłam, znalazło się kilka, które polecam każdemu, kto tylko zaczepi mnie na przystanku, żeby zapytać o godzinę. Ja mu wtedy wyskakuję, że czy może ma chwilę, żeby porozmawiać o psychologii. Zwykle się im bardzo spieszy.

Ale gdyby jednak mieli czas, to zachęcałabym ich, żeby sięgnęli po:

1.Siła nawyku” Charles Duhigg

Tę książkę bardzo łatwo było kupić jakiś czas temu, bo trafiła nawet do Biedronek. To moim zdaniem jedna z  lepszych popularnonaukowych prac skupionych na nawykach. Przeczytałam ją z zainteresowaniem. Świetnie wytłumaczono tam, jak działa nasz mózg, jak się uczy i jak możemy to wykorzystać. Jeśli tej wiosny pracujesz nad wyrobieniem sobie nowych nawyków – gorąco polecam Ci sięgnąć najpierw po tę pozycję. Dowiemy się z niej na przykład, dlaczego diety nie działają a pasta do zębów szczypie. 

Ludzki mózg przechadza się niesamowitymi labiryntami schematów.

2. „W co grają ludzie” Eric Berne

Eric Berne był amerykańskim psychiatrą i twórcą analizy transakcyjnej, o której kiedyś chętnie opowiem Wam obszerniej, bo jest szalenie ciekawa. Jest to koncepcja stosunków społecznych polegająca na wyodrębnieniu się trzech stanów swojego JA. Zakłada, że każdy człowiek ma w sobie JA-dziecko; JA-rodzica i JA-dorosłego. I wszystkie społeczne wymiany zachodzą między parami JA. Na przykład:

JA-dorosły mojego męża pyta: Gdzie są moje klucze?

i wtedy ja odpowiadam tak:

JA-dorosły: – Klucze są na szafce w przedpokoju.

Ja-rodzic: – Wiecznie wszystko gubisz, nie możesz odkładać rzeczy na miejsce?

Ja-dziecko nic nie mówi, bo chowa klucze za plecami. 

„W co grają ludzie” wyjaśnia nie tylko rodzaje transakcji między poszczególnymi stanami, ale też pokazuje mnogość „gier”, w które gramy z innymi. Krótka książka, która daje do myślenia nad tym, jaką pozycję zajmujemy wobec innych i dlaczego. 

3. „Ciszej proszę” Susan Cain

Niezliczoną ilość razy zastanawiałam się, czy nie jestem głęboko zaburzona, bo po spotkaniach z grupą ludzi potrzebuję tygodnia urlopu. Po powrocie ze szkoły musiałam posiedzieć sama w swoim pokoju i czułam, jak paruje mi mózg. W święta, kiedy wszyscy siedzieli razem, ja najlepiej czułam się u siebie, kiedy miałam to kojące poczucie, że rzeczywiście, moi bliscy są razem, mogę tam w każdej chwili przyjść, ale akurat teraz ładuję baterie.

„Ciszej proszę” to książka skupiająca się na introwertykach – tłumaczy jak i dlaczego działają. Jeśli czujesz, że jesteś bardziej intro niż ekstrawertykiem, to pozycja, która pozwoli Ci poczuć, że ktoś Cię nareszcie zrozumiał. 

4. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Adele Farber, Elaine Mazlish

Pracując z rodzicami dzieci w różnym wieku zawsze polecam im tę książkę. Zaoszczędzi im wiele pieniędzy! Ale moim zdaniem to bardzo dobra książka o komunikacji. Przyda się tym, którzy zaczynają nową pracę albo często mają problem z odnalezieniem się w nowej sytuacji albo grupie ludzi. Oczywiście czytając ją, trzeba brać poprawkę, że niektóre scenki (bo są tam takie prezentowane) nie będą miały przełożenia 1:1 na świat  dorosłych. Jednak ogólne zasady komunikacji, jakie opisane są w tej książce to bardzo dobry początek dla tych, którzy chcą lepiej się komunikować.

Jeśli zaś chcesz temat komunikacji, a przede wszystkim, prowadzenia sporów, pogłębić – zapraszam do kolejnej pozycji.

[Dostępna na Legimi]

5. „Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów” Arthur Schopenhauer

Sam Schopenhauer jest ciekawą postacią. Urodzony w Gdańsku niemiecki filozof użycza swojej twarzy wielu memom, które mają sprowadzać nas na ziemię. To przez pesymizm, którego jest jest przedstawicielem. Lubię niecodzienne intelektualne wycieczki, więc taka wariacja na temat Platona, czyli „Świat jest moim wyobrażeniem”, zawsze mnie cieszy. To trochę tak, jak patrzenie w gwiazdy. Im dłużej patrzysz, tym więcej ich widać. Myślenie, że świat jaki znamy, jest jedynie wyobrażeniem, jest bliskie i moim poglądom i temu, że każdy ma swoją prawdę, swoje racje i swoją perspektywę. 

To uczucie, kiedy uświadamiamy sobie, że każdy człowiek jest istotą tak samo skomplikowaną, złożoną i głęboką, jak my, a jego życie jest równie zawiłe co nasze własne, nazywamy po angielsku „sonder”. 

Co zaś samej książki – jest to krótka publikacja. Jedna z tych, które opisujące ludzką naturę, raczej się nie starzeją. Podobnie rzecz ma się z „Sztuką wojny” z VI wieku przed naszą erą czy „Księciem” Machiavelliego. Interesująca analiza sposobu, w jaki ludzie się kłócą. Dobrze przeczytać i znać, jeśli musisz przekonać teściową, że ta palma wcale nie ma sucho albo kolega w pracy, próbuje Ci wmówić, że jesteś wielbłądem.

A ty przecież jesteś lamą. Puchatą alpaczką.

6. „Emocje ujawnione” Paul Ekman

Może to sprawiła kreacja Tima Rotha w serialu „Lie to me” (polecam), ale Paul Ekman i jego analiza mikroekspresji wiele mnie nauczyła. Była też inspiracją do napisania mojej powieści, gdzie jeden z bohaterów potrafi czytać w myślach dokładnie w ten sam sposób, co Paul Ekman w twarzach. To książka nieco bardziej skomplikowana  i przesycona psychologicznym żargonem, jednak, jak wierzę, że prawdziwie zainteresowanych tematem wciągnie i zafascynuje. 

7. „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” Oliver Sacks 

To książka dla tych, których fascynuje to, jakie numery może nam wykręcić nasz własny mózg. Oliver Sacks był neurologiem, a w swojej książce (też niezbyt obszernej) opowiada o swoich pacjentach, u których drobne zmiany w mózgu wywołały niespodziewane i trudne do przewidzenia objawy. To jedna z pierwszych książek, jakie przeczytałam na studiach. Do dzisiaj pamiętam, jak siedziałam w dusznej sali 408 na samej górze i nie mogłam uwierzyć, że o neuropsychologii można mówić tak prostym językiem.

Zapytałam też Was o książki związane z psychologią i samorozwojem. Podpowiedzieliście mi tak: 

Co jeszcze powinno się znaleźć na tej liście?