Nawet nie próbuj

aniversum.pl-7

Spróbowaliście kiedyś czegoś nowego? Nie mam na myśli eksperymentów z serem o smaku skarpet.

Chodzi mi raczej o próbę zrobienia czegoś. Wzięcia i przedsięwzięcia czegoś. Ja ostatnio dużo przedsięwziuję, ale mało próbuję. Opowiem wam dlaczego, może okaże się, że to ma sens nie tylko dla mnie.

Miesięczna przerwa w pisaniu bloga spowodowana była wieloma czynnikami. Wyjechałam do Polski, skupiłam się trochę bardziej na swojej firmie, o której napiszę wam osobny post jak już postawię ostatnią kropkę na stronie. Zdradzę wam tylko, że moje pierwsze wizytówki już do mnie lecą! Poza organizacją swojej kariery wydarzyło się coś jeszcze, o czym pewnie część z was wie już z Facebooka albo Instagrama. Wychodzę za mąż!

Jak to? Znowu?!

Tak! To już moje trzecie podejście do zamążpójścia. Niektórzy z was mogą pamiętać taki i taki wpis sprzed dwóch lat. Tym razem mam nadzieję całość obejdzie się bez dramatów, bo nie wiem co bym zrobiła z taką ilością diamentów. Żartowałam, nosiłabym! 

Wracając jednak do tematu – taką mam teorię o próbowaniu. Nawet się nie upieram, że to moja autorska, bo jest wynikiem wielu lat przemyśleń i rozważań, głębokich medytacji i całkiem płytkich spostrzeżeń. A mianowicie – nie da się w życiu spróbować czegoś zrobić.

Można coś zrobić albo nie zrobić. Można coś zrobić z marnym skutkiem. Można coś zrobić i od razu odnieść sukces. Ale spróbować się nie da. Tak na chłopski rozum, jeśli spróbuję biec przez godzinę i mi się uda – to czy to się liczy czy nie? Bo skoro to była jedynie próba, to chyba nie mogę sobie tego wrzucić na Endomondo (bez Endomondo nie ma pozwolenia na bieganie). Dlatego, kiedy ktoś mi mówi, że spróbuje coś zrobić, odpowiadam:

– Nie próbuj, tylko rób. 

Najczęściej mówię to samej sobie, bo zwykle łapię się na tym, że zasiadam do zadania i spróbowuję je wykonać. Czasami mi się udaje, a czasami wychodzi mi bardzo krzywa poszewka na poduszkę, którą będę w przyszłości jeszcze wiele razy poprawiała.

Do pisania też w ciągu ostatniego miesiąca próbowałam zasiąść kilka razy – z tego próbowania nie powstała żadna notka, którą chciałabym się dzielić ze światem. Dopiero wczoraj, kiedy zdecydowałam, że koniec tego urlopu, zasiadłam i napisałam, co miałam do powiedzenia.

Nie zapowiadam jakiś szczególnie wielkich zmian na nadchodzący sezon wiosenno-letni. Jak wiecie (jeśli śledzicie mojego Instagrama lub fanpage na Facebooku) teraz intensywnie pracuję nad rozwojem mojej firmy. Kiedy już dopnę wszystko na ostatni guzik, opowiem wam co sobie tam wymyśliłam. Tymczasem skończyłam już budowanie strony Ojca Dzieciom, który zajmuje się między innymi coachingiem NLP i behawioryzmem zwierzęcym – jeśli chcecie popodziwiać, to zapraszam was na www.animaleum.com. Jeśli natomiast translator Google nie jest wam obcy lub rozumiecie trochę francuski, możecie też poczytać Ojcowego Bloga – illuminateur, który nazwą nawiązuje jeszcze do czasów, kiedy to aniversum było illumineuse.

Ja na dobre wracam do blogowania! Do zobaczenia niedługo!

/Foto. Canva.com/

 

Przeczytaj też
Dawno w zapomnienie odeszły soboty, kiedy to budziłam się zdziwiona koło południa i leniwie wałęsałam
Doznałam lekkiego szoku, przyjeżdżając ze Strasbourga do Bartoszyc. Nie chodzi nawet o to, że przez
Będąc dziecięciem usłyszałam, że "Filozofia to dziwienie się światem" i uczepiłam się tego zdania, jako
2 comments Add yours
  1. Powodzenia w nieprobowaniu 😀
    Chętnie poczytalabym bloga mezowego. Ale mój francuski zaczyna się od „bonżur”, leci przez „wulewukuszeawekmła” oraz „łi”, a kończy się na „orewułar”. Chyba nici z czytania…
    No chyba, że potłumaczysz, hm hm hm? :>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *