3 najważniejsze rzeczy

Same podstawy. Te słowa zostały wydłubane na kamieniu, z którego potem budowano piramidy, zanim w ogóle jakikolwiek kot naszczał do butów faraona.

Kiedy mówię, że coś muszę – zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że człowiek musi w życiu dwie rzeczy: defekować i umrzeć. Mało poetyckie, ale wprowadza pewne otrzeźwienie do spojrzenia na świat.

Kiedy mówię, że czegoś nie da się zrobić, przypominają mi się słowa mojego taty o tym, że na pewno wiadomo tylko, że nie da się w tyłku otworzyć parasola. To też takie mało wyjściowe. Nie da się od tego zacząć żadnego przyzwoitego poradnika Jak założyć własną religię i czerpać z tego zyski ani nawet broszury o Początku Wszystkiego. Bo czuć jakiś taki niedosyt, że to wszystko prawda, ale jednak nie uchwytuje (?) wszystkiego. Sedno nie zostało dotarte do. Malizną śmierdzi po prostu.

Gdzie zaczyna się moje podejście od życia, wszechświata i Całej Reszty? Jak to nazwać? To spędzało mi z powiek sen już od stuleci, a przynajmniej przemknęło mi przez myśl kilka dni temu. Wspominałam wam, że jestem teraz szczęśliwą acz obolałą posiadaczką karnetu do klubu fitness. W zeszły czwartek poszłam więc na aquafitness, bo to moja absolutnie ulubiona forma aktywności (biegniesz i się nie pocisz!). Tego dnia zajęcia prowadził mężczyzna, co jeszcze mi się nie zdarzyło w mojej długiej historii z aquafitnessami. Wpadając do basenu spóźniona i jeszcze w dodatku na tyle onieśmielona, że nie powiedziałam żadnego  z powitań, które ćwiczyłam całą drogę w samochodzie, nie wiedziałam jeszcze, że tego dnia trafi mnie piorun z jasnego nieba. Że to właśnie tutaj, podskakując w wodzie i modląc się, żeby moje własne piersi nie przypuściły na mnie dzisiaj zamachu, że to się dzieje teraz, zaraz dotknie mnie palec boży, oświecenie.

Jak to się wszystko stało?

W basenie wielkości mojego salonu zgromadziło się kilkoro ludzi, którzy tak jak ja, pewnie nie wbiegali po schodach najszybciej jak to możliwe. Być może niektóre z tych osób tak jak ja, zadawało sobie pytanie „Co ja tu robię?” albo „Na co mi to było„, kiedy okazało się, że w wodzie da się biegać. Jednak mam poważne wątpliwości, czy tego dnia życie kogoś jeszcze odmieniło się w takim stopniu jak moje. Instruktor o imieniu, którego nie umiem wymówić, powitał mnie nieco z przekąsem, ale jednak nadal z radością (pewnie głównie dlatego, że w finale schodzenia do basenu się nie wywaliłam, a on po raz kolejny nie dowiedział się, jaki jest kierunkowy do Greenpeace). Kiedy już nam tam zgromadzonym urządzał rzeźnię, powiedział trzy najważniejsze słowa. Słowa, które przypomniały mi, że jest początek i nie jest nim chaos.

wdech-2

I takie to, proste. Wcale nie, żeby się światłość stała. Tak po prostu – wdech, wydech i … uśmiech. Ponieważ jestem ryzykantką i w życiu nie boję się ekstremalnych sytuacji, postanowiłam tę nowo odkrytą mądrość sprawdzić na sobie. Zaczęło się od tego, że chociaż po twarzy spływał mi pot, albo woda, co ją biustem rozchlapywałam, uśmiechałam się. Myślałam, że odpadną mi ręce od podnoszenia wodnych ciężarów, ale uśmiechałam się. Śmiałam się. A może to już był obłąkańczy chichot szaleńca? Uśmiechałam się nadal, kiedy znowu uzmysłowiłam sobie, że po dwóch latach jeżdżenia samochodem nie wiem gdzie wyłączyć wycieraczki. Uśmiechałam się do pani w Lidlu, do przechodnia na pasach, do sąsiada w windzie. A kiedy przyszła chwila próby i coś mnie zdenerwowało: wdech, wydech i … uśmiech. Może niekoniecznie to najlepsza metoda na przeżycie z bardzo ekspansywną dwulatką, ale pozwala na chwilę odroczyć ten moment, w którym trzeba być rodzicem i wyegzekwować własne słowa.

Nie sprzedaję wam tego patentu jako sposobu na szczęście. Jedynie jako… przyczynek. Początek. Jak nie wiadomo, gdzie zacząć, to można zacząć od tego. A jak jesteście na drugiej zumbie w życiu i zamiast budzić się w was bogini tańca, obudzi się morderca, to też mu zaproponujcie, żeby się uśmiechnął. Mój instruktor aquafitnessu powiedział, że są w treningu trzy najważniejsze rzeczy: inspire, expire et souri. Jeśli tak jak ja, ciężko wam biec, bo dupa duża, cycki chcą was zabić i ktoś inny wyoddychał całe powietrze i nie możecie złapać tchu – wdech, wydech i uśmiech! Zaryzykujcie, sprawdźcie. Może akurat będziecie mieli najlepszy tydzień tej wiosny! Albo podły, ale z uśmiechem!

 


Będzie mi bardzo miło, jeśli docenisz moją pracę – możesz dołączyć do mnie na fanpage’u na Facebooku, polubić ten wpis i udostępnić go znajomym!

 

Przeczytaj też
Dawno w zapomnienie odeszły soboty, kiedy to budziłam się zdziwiona koło południa i leniwie wałęsałam
Doznałam lekkiego szoku, przyjeżdżając ze Strasbourga do Bartoszyc. Nie chodzi nawet o to, że przez
Będąc dziecięciem usłyszałam, że "Filozofia to dziwienie się światem" i uczepiłam się tego zdania, jako
One comment Add yours
  1. Jakie to proste, a jednak mało oczywiste 🙂 dzięki Ania, spróbuję, gdy następnym razem zobaczę, jak moja córcia trzyma w łapkach mój komputer i złowieszczo się uśmiecha (co wróży tylko jedno – łup o ziemię) 😉 Fajny wpis 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *